Skutki fałszywych przekonań.

Autor: Adam Zawielak
Opublikowano: 2013-07-06

                Poprzez wpadnięcie w koło fałszywych przekonań tracimy kontakt z prawdziwym „ja”. Jesteśmy tacy jak nam wolno, albo stajemy się takimi jak oczekują od nas rodzina, społeczeństwo. Niektórzy oddalają się od własnego, prawdziwego „ja” poszukując wsparcia, poczucia bezpieczeństwa u innych osób – rodziców, partnera życiowego, kapłana, guru itd. Jednocześnie taka osoba zaprzecza tym cechom , które nie predysponowały by ich do zaopiekowania się nimi przez osoby znaczące w ich życiu – sile, gniewowi, władzy itp. Czekamy na „cud”, „wybawiciela” – siły zewnętrznej, dzięki której będziemy żyć. Nasze myślenie staje się w ten sposób życzeniowe, magiczne. Z kolei inne osoby negują potrzebę bliskości, afiliacji, bliskich relacji międzyludzkich, pomocy od innych, zaufania. Oczywiście człowiek jest na tyle skomplikowaną istota, że część osób łączy oba sposoby radzenia sobie z lękiem, alienacją, bólem egzystencjalnym. Podczas sesji psychoterapeutycznych można to rozpoznać u pacjenta w momencie, kiedy nie może on określić siebie „…jestem silny, kochany, wartościowy, interesujący, godny zainteresowani  itd. …” inaczej niż dookreślenie, uwarunkowanie – „gdy”, „jeśli”, „kiedy”.

                Taka postawa wynika, ż przekonania, że musimy być „jacyś”, żeby być zauważeni, żeby zasługiwać na coś, nie wierzymy że bycie sobą jest wystarczające, żeby sobie poradzić w życiu, żeby uporać się z lękiem, niepokojem. Człowiek w trakcie rozwoju tworzy sobie cały system uwarunkowań, które pomagają mu uprać się z lękiem wynikającym z fałszywych przekonań na własny temat ”…jestem nie dość dobry…”, „…bezwartościowy…”, „…samotny…”, „…mało inteligentny...”. Zawsze są nie dość „jacyś”, żeby żyć pełnią życia. Unieważniają ważne aspekty samych siebie.

Te przekonania warunkowe („…będę jakiś, gdy/ kiedy..”) z czasem stają się nieskutecznymi metodami radzenia sobie, ponieważ oparte są na fałszywych przekonaniach, a nie tym jakimi jesteśmy naprawdę. Na ogół przekonanie typu „…jestem inteligentny…”, „… jestem ładna…” wynika z głęboko zakorzenionego przekonania przeciwnego „…nie jestem wystarczająco inteligentny…”, „..nie jestem wystarczająco ładna…”. Gdybyśmy naprawdę wierzyli w przekonanie „…jestem inteligentny…”, „… jestem ładna…”, nie musielibyśmy się tak bardzo starać, żeby to udowodnić, potwierdzić. Fałszywe przekonania wymagają od nas dużo energii, żeby je pokonać, ukryć. Jeśli musisz udowadniać, ze jesteś inteligentny to robisz to z konieczności potwierdzenia tego przekonania. Nie robisz więc tego z przyjemnością, nie przychodzi ci to w sposób naturalny, tylko wymuszony. Tracisz czas na potwierdzanie fałszywych przekonań lub obalanie ich. Niestety satysfakcja z tak pozyskanego spokoju jest krótka, ponieważ oparta jest na fałszu. Dowodzisz własnej inteligencji, ale przekonanie o jej braku udaremnia długotrwałe poczucie satysfakcji. Stąd tak trudno być konsekwentnym w podtrzymywaniu fałszywych przekonań. W innych osobach też widzisz tylko tą cechę lub ich brak. Nie zwracasz uwagi na inne aspekty drugiej osoby. Sprawdzasz czy pasuje czy nie pasuje do twojego schematu.  



‹ Powrót do listy z aktualnościami