Psycholog Poznań: Do psychologa chodzi pacjent czy klient?

Autor: Adam Zawielak
Opublikowano: 2013-08-02

Większość osób nie związanych profesjonalnie z psychologią nie ma wyrobionego własnego zdania jak powinno się mówić o osobie korzystającej z tej formy pomagania jaką jest pomoc psychologiczna lub psychoterapia. Nawet sami psycholodzy i psychoterapeuci mają różne zdanie na ten temat. Niektórzy nie przywiązują do tego większej wagi i określają osoby, którym pomagają zarówno klientami jak i pacjentami, w zależności od kontekstu sytuacji pomagania. Inni są sztywno przywiązani do jednej opcji i większość używa jednak słowa klient, a nie pacjent. Skąd się biorą więc te rozbieżności w nazywaniu osób korzystających z takich usług?

Tradycyjne określenie pacjent kojarzy się z leczeniem; powierzeniem swojego zdrowia profesjonalnej opiece medycznej. Polskie słowo pacjent podobnie jak w wielu innych językach pochodzi od łacińskiego patiens, które oznacza osobę cierpiącą. To cierpienie osoby poszukującej pomocy oraz pomoc psychoterapeuty w formie leczenia definiuje relację łączącą ją i psychologa - psychoterapeuty. Kiedy zatem psychoterapeuta mówi, że trafił do niego nowy pacjent, ma na myśli to, że odwiedził go człowiek poszukujący ulgi w swoim cierpieniu, a swoją formę pomocy definiuje on jako usuwanie tego cierpienia, i jest przekonany o dokonywaniu takich zmian u pomaganego, że w efekcie oddziaływań psychoterapeuty można uznać go za wyleczonego czyli nastąpiło ustąpienie objawów. Podsumowując, kiedy psycholog jest psychoterapeutą i spostrzega swój zawód jak opisano powyżej, to osoba pomagana jest określana w tej relacji  jako pacjent. Upraszczając w innych przypadkach więc nie mamy do czynienia z psychoterapią (i równocześnie chorobą lub zaburzeniem u osoby pomaganej) tylko z inną formą pomocy psychospołecznej: pomocą psychologiczną, diagnozą psychologiczną, interwencją kryzysową, różnego rodzaju treningami, coachingiem, usługami związanymi z rozwojem osobistym osób itp. Powszechnie nie używa się też słowa psychoterapia dla terapii par i terapii uzależnień. Jednak występowanie cierpienia w relacji pomagany – pomagający nie jest wystarczającym warunkiem, żeby posługiwać się słowem pacjent. Potrzeba do tego też samookreślenia psychoterapeuty jak widzi swoje oddziaływanie oraz jak spostrzega zgłaszany problem czy jako chorobę, zaburzenie lub coś innego. Żeby sprawa nie była zbyt łatwa, warto zaznaczyć, że niektóre szkoły psychoterapii konsekwentnie używają słowa klient zamiast pacjent – o czym w dalszej części tekstu.

W tych rozważaniach należy jeszcze wyjaśnić, kiedy mamy do czynienia z chorobą, zaburzeniem, pewną nienormalnością zachowania. Po czym psycholog, psychoterapeuta może rozpoznać, czy dany problem osoby pamaganej mieści  się w “normie”, a kiedy przejawia już jakieś zaburzenie lub choroba? Tu wszelkie określenia normy zawodzą, a jest ich  w literaturze opisywanych wiele. Najczęściej mówi się, że normalne jest to, co jest statystycznie najczęściej występujące, powszechne, przeciętne, popularne itp. W takim znaczeniu osoba ponad przeciętnie zdolna jest nienormalna. W związku z tym psycholodzy mają podejście bardziej relatywizujące normy statyczne niż lekarze, twierdząc że odstępstwo od normy nie musi oznaczać nić negatywnego, wiązać się z jakimś problemem w funkcjonowaniu danej osoby. Oznacza to jedynie, że dana osoba nie mieści się w normie statystycznej. Trudno uznać osobę ponadprzeciętnie inteligentną jako „niemormalną”.  Takie podejście do problemu normy (również w rozumieniu statystycznym) niewiele jednak wnoszą, gdyż trzeba zastanowić się, kiedy odchylenie od normy statystycznej jest dezadaptacyjne. Zgłaszany problem, jeśli mamy rozpatrywać go jako chorobę lub zaburzenie, to może on powodować negatywne skutki w funkcjonowaniu osoby nie tylko na poziomie somatycznym lub/i psychicznym, ale również społecznym. Niezależnie od tego na jakim poziomie funkcjonowania zgłaszany jest problem pacjenta, to istota zaburzenia tkwi w jego cierpieniu. Poczucie cierpienia jest główną charakterystyką choroby. Wskazuje to jednocześnie na adekwatność użycia wyrazu pacjent w tym kontekście. Pacjent to osoba cierpiąca, a choroba to cierpienie.

Skąd zatem wzięło się określenie klient zamiast pacjent w relacji terapeutycznej? Określenie to wprowadził Carl Rogers - amerykański psycholog i psychoterapeuta - jeden z głównych przedstawicieli tzw. psychologii humanistycznej i twórca “psychoterapii zorientowanej na klienta”. Psychoterapia w podejściu tzw. humanistycznym oparta jest na zasadach: bezwarunkowej akceptacji osoby klienta, empatycznym zrozumieniu jego problemów oraz autentycznej komunikacji i postawie terapeuty. Osoba poddająca się psychoterapii jest partnerem terapeuty w relacji, a określenie klient a nie pacjent ma służyć partnerstwu i nie prowadzić do stygmatyzacji osoby chorej. Sam Carl Rogers, który pierwszy postulował wprowadzenie terminu klient, w późniejszym okresie swojej pracy zrezygnował z jego użycia, ponieważ stwierdził, że określenie nie zapobiega etykietowaniu, lecz uprzedmiotawia pacjenta.

Analogia między lekarzem a psychoterapeutą nie jest jednak w 100% trafna, ponieważ w psychoterapii relacja pacjent jest bardziej symetryczna. W psychoterapii, szczególnie w niektórych podejściach np. wspomnianym humanistycznym; udział pacjenta w procesie leczenia jest równie ważny jak psychoterapeuty. Kiedy nazwiemy go pacjentem, to wg. niektórych szkół to symetryczność relacji psychoterapeuta - osoba pomagana zostanie zachwiana. Pacjent wg. tej koncepcji bowiem to określenie stygmatyzujące i przypominające, że mamy do czynienia z osobą chorą. W takim podejściu psychoterapeutycznym nazwanie kogoś pacjentem, to niemal tak jakby się go zdehumanizowało. Inaczej niż w relacji pacjent – lekarz, gdzie pacjent jest stroną podporządkowaną, a jego podmiotowość jest często zachwiana. Użycie określenia klient kładzie nacisk na sferę wymiany świadczeń i czyni z osoby cierpiącej jedynie interesanta, petenta. Czasami przeciwnicy psychoterapii wyciągają w dyskusji na temat jej skuteczności jako argument, że skoro psychoterapeuci sami nazywają  osobę pomaganą klientem to rezultatu  w postaci wyleczenia nikt nie gwarantuje, a staranność w tym zawodzie to wciąż kwestia subiektywnej oceny.

Chcą odpowiedzieć na pytanie „do psychologa chodzi pacjent czy klient?” – trzeba wziąć pod uwagę wiele czynników m.in. tych opisanych powyżej i mieć świadomość, że sprawa nie jest prosta.



‹ Powrót do listy z aktualnościami