Psychologia: Slow life kontra wypalenie zawodowe.

Autor: Adam Zawielak
Opublikowano: 2013-08-18

                Wypalenie to jedno z kosztów dzisiejszej wersji kapitalizmu – doktryny neoliberalnej.  W warunkach dzisiejszej gospodarki to bardziej my ludzie istniejemy dla głównych profitobiorców neoliberalnej gospodarki wielkich ponadnarodowych korporacji niż odwrotnie. Paradoksalnie wielogodzinny dzień pracy plus powszechne nadgodziny wcale nie sprzyjają naszej większej produktywności. Pracując ponad ośmio-godzinną normę popełniamy więcej błędów, jesteśmy bardziej podatni na różnego rodzaju dolegliwości zdrowotne, gorzej się czujemy zarówno fizycznie jak i psychicznie. Po prostu stajemy się nieszczęśliwi. Gabinety lekarzy i psychoterapeutów wypełniają osoby cierpiące na choroby wywołane przez stres: bezsenność, migreny, nadciśnienie tętnicze, dolegliwości gastryczne, alergię i astmę. Dzisiejszy etos pracy odbija się także na naszej kondycji psychicznej. Kiedyś wypalenie zawodowe dotykało głównie osoby na stanowiskach kierowniczych po 40 roku życia, dzisiaj do gabinetów psychologów zgłaszają się osoby po trzydziestym roku życia a nawet młodsi. Część ludzi już po maturze próbuje łączyć pracę zawodową ze studiami. Rynek pracy oczekuje 24-25 latków po dobrych studiach, ze znajomością rzadkich języków (np. estoński), ale już z kilkuletnim doświadczeniem zawodowym. Młodzi ludzie poddają się tym absurdalnym wymaganiom rynku pracy. Wyścig trwa. Przesuwane są ciągle kolejne granice żądań pracodawców.

                Oczywiście szczególnie w takich społeczeństwach jak Polska, gdzie 50 lat komunizmu wywarło swoje piętno w wielu obszarach kultury i obyczajów, należy dbać o budowanie etosu pracy, ale ktoś powinien pokazać, że zdziczenie warunków świadczenia pracy nie służy nam jako społeczeństwu jak i pojedynczym ludziom.

                Coraz częściej słychać doniesienia o ludziach, którzy porzucają tradycyjny model życia. 30-letni Anglik Mark Boyle zamknął wszystkie rachunki w baku, pozbył się kart kredytowych, porzucił posadę menadżera i postanowił przez rok żyć zupełnie bez pieniędzy. Swoje zmagania człowieka bez grosza przy duszy z rzeczywistością, gdzie pieniądz jest nieodłącznym środkiem wymiany opisał w książce „Moneyless Man”, która stała się bestsellerem. Podobne doświadczenia stały się udziałem Amerykanina  Daniela Suelo oraz 70-letniej Niemki Heidemarie Schwermer.

Nie chodzi o to, żeby przekonywać wszystkich do alternatywnego stylu życia, pozbycia się pieniędzy i przejścia na gospodarkę naturalną opartą na wymianie dóbr z upraw i hodowli ekologicznych, zbieractwa, ewentualnie rękodzieła. Chodzi o pokazanie spojrzenia na nasz współczesny świat z innej perspektywy; że taki styl życia jest możliwy, a o tym kim jesteśmy i czy jesteśmy szczęśliwi nie decyduje stan naszego konta, wielkość limitu na karcie kredytowej, ani ilość posiadanych dóbr materialnych. Czy samo posiadanie uszczęśliwi nas? Czy pęd do posiadania kolejnych dóbr materialnych nie powoduje, że czujemy się nieszczęśliwi? Czy posiadanie dóbr definiuje nas jako człowieka i w jakim wymiarze? Czy wszystko jest na sprzedaż? Czy jest coś czego nie da się kupić a może spowodować, że będziemy czuli się potrzebni, spełnieni i tym samym bardziej szczęśliwi? Może da się żyć za mniej? A to czego nie kupimy nie będzie uszczuplało zasobów Ziemi?

Dzisiaj trudno wyobrazić sobie nasz świat bez wymiany towarowej opartej na pieniądzu. Trudno się też dziwić ludziom, którzy dążą do zarabiania na godziwe życie i oczekują wynagrodzenia adekwatnego do włożonego trudu w świadczoną pracodawcy pracę. Najważniejsze w tym wszystkim, żeby mieć możliwość wyboru jak chce się żyć żeby być szczęśliwym.



‹ Powrót do listy z aktualnościami