Psychologia: Mieć czy być? – wciąż aktualny dylemat czy banał?

Autor: Adam Zawielak
Opublikowano: 2013-09-12

Czy współczesny człowiek jest ofiarą konsumpcjonistycznego sposobu życia? Nieusprawiedliwionej swoimi rzeczywistymi potrzebami konsumpcji wszelkiego rodzaju dóbr materialnych i usług? Czy poziom konsumpcji nadal może uchodzić za wyznacznik jakości życia lub za najważniejszą, względnie jedyną wartość?  Czy jako gatunek jesteśmy skazani na hedonistyczny materializm?

                Już same próby stworzenia innego wskaźnika, który lepiej odzwierciedlałby poziomu życia i satysfakcji życiowej w poszczególnych krajach w bardziej adekwatny sposób niż przy użyciu tradycyjnych metod wskaźnika wzrostu PKB lub poziomu PKB na 1 mieszkańca czyli produktu krajowego brutto, pokazuje że zaspokojenie potrzeb materialnych nie wiąże się wprost ani z poziomem dochodu, ani poziomem konsumpcji. Skąd się więc bierze taki pęd ludzi w krajach wysoko rozwiniętych do kupowania kolejnych rzeczy; później okazuje się, że wcale nie tak potrzebnych skoro nigdy nie były używane lub bardzo szybko poszły w odstawkę. Czy  nie potrafimy określić czego tak naprawdę potrzebujemy? Może trudno nam się wsłuchać w nasze niewypowiedziane, ukryte potrzeby, albo realizujemy te które są łatwiejsze do spełnienia? Dlaczego i kiedy tracimy świadomość własnych potrzeb. Te pytania pokazują, że tezy klasycznej już książki Ericha Fromma „Mieć czy być?” nie straciły nic na swojej aktualności na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat. Książka porusza problem dwóch głównych sposobów egzystencji. Jeden z nich zakłada czerpanie satysfakcji z życia przez posiadanie, drugi przez bycie, które objawia się empatią i pełnią miłości. Zdaniem Fromma, tylko dzięki tej drugiej orientacji możemy przetrwać we współczesnym kapitalistycznym świecie. Ale czy wizja ta musi być tak pesymistyczna dla nas?

                Niektórym łatwiej przychodzi realizować swoje materialne potrzeby, ponieważ ich wcześniejsze doświadczeniach np. z dzieciństwa pokazały, że niektóre ich potrzeby emocjonalne (bliskości, wspólnie spędzanego czasu, zainteresowania) nie zostały zaspokojone z różnych przyczyn – braku czasu, braku umiejętności okazywania uczuć,  choroby rodziców itd. Takie osoby mogły nauczyć się ukrywać swoje potrzeby przed światem zewnętrznym. W takiej sytuacji uczymy się już od wczesnego dzieciństwa maskować przed światem własne potrzeby szczególnie te, których realizacja zależy od innych. Dlaczego tak postępujemy? Zabezpieczamy się w ten sposób przez cierpieniem wynikającym z rozczarowania, w sytuacji, gdy okazujemy jakąś potrzebę i nie zostaje ona zaspokojona. Taki schemat postępowania później zostaje utrwalony, ponieważ jest bezpieczny. Po latach funkcjonowania wg. takiej strategii postępowania, kiedy staramy się nie widzieć prawdziwych własnych potrzeb zostają one zepchnięte do nieświadomości. Z biegiem czasu taka strategia przetrwania staje się integralną częścią naszej tożsamości. Wypieramy własne potrzeby: „niczego od nikogo nie potrzebuję, jestem samo wystarczalny, doskonale radzę sobie sam.”  Taka postawa obronna sprzyja zapominaniu o tym, że jesteśmy po prostu człowiekiem, a nie super bohaterem, że mamy własne pragnienia i potrzeby, i są rzeczy, niekoniecznie materialne, które sprawiają nam przyjemność.

                Od wypartych, prawdziwych potrzeb już blisko do wpadnięcia w pułapkę konsumpcjonizmu – iluzji, że to właśnie posiadanie jest drogą do szczęścia, a sposobem prowadzącym do tego złudnego, bo ciągle przesuwającego się celu jest nabywanie, kupowanie, wymienianie na lepszy, nowszy model i pozbywanie się tego co wczoraj miało dać nam szczęście. Jeśli uwierzymy, że materialistyczny hedonizm da nam szczęście i stanie jest elementem naszego systemu wartości to łatwo staniemy się ofiarą tego systemu. Ten uciekający cel wynika z mechanizmu błędnego koła; kiedy tylko nabędziemy to, czego tak bardzo pragnęliśmy, szybko przekonujemy się, że to co właśnie nabyliśmy już nam nie wystarcza i sięgamy po znany nam mechanizm spełniania łatwych, powierzchownych potrzeb. Zapominamy o tych potrzebach, które nie tak łatwo zaspokoić, bo można je zrealizować w interakcji tylko z drugim człowiekiem, a to oznacza ryzyko odrzucenia, odmowy. Więc idziemy na łatwiznę kupując kolejną rzecz, bo walutą za którą możemy to mieć są pieniądze, a nie prawdziwe uczucia, otwartość na drugą osobę, empatia, bezinteresowność.

Pozostaje mieć nadzieję, że każdy z nas tak postępujących, kiedyś się opamięta w kolejnym szale zakupów rzeczy zbytecznych i dojdzie do wniosku, że to ślepy zaułek. Żeby odkryć prawdziwe własne potrzeby trzeba się wsłuchać w siebie i rozpocząć długi i niełatwy proces niezakłamanego ja. Wtedy może odnajdziemy własną drogę do szczęścia. Ponieważ proces ten nie jest łatwy warto poprosić o pomoc specjalistę, pomoże nam on odkryć, kim naprawdę jesteśmy bez wszystkich współczesnych gadżetów od których tak bardzo uzależniamy swoją tożsamość.



‹ Powrót do listy z aktualnościami