Psychoterapia jako kultura niskich oczekiwań .

Autor: Adam Zawielak
Opublikowano: 2014-07-13

W Magazynie Świątecznym (GW  nr 160) ukazała się rozmowa z Frankiem Furedi – brytyjskim socjologiem, z której to można było się dowiedzieć, że we współczesnym społeczeństwie zachodnim mamy do czynienia z tzw. kulturą niskich oczekiwań, przejawiającej się  m.in. „przekonaniem, że ludzie nie są w stanie znieść bólu, ryzyka czy krytyki. Nie można więc po nich oczekiwać większego wysiłku.” Kultura w której staramy się ochronić dzieci przed bólem i przeciwnościami losu. W konsekwencji nie stawiamy przed nimi żadnych wyzwań.  

Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy Frank Furedi upatruje w kulturze terapeutycznej, która „zakłada, że ludzie są definiowani przez swoje słabości, przez własną bezsilność. A skoro są słabi, nie potrafią poradzić sobie z gniewem, żalem i innymi silnymi emocjami, to należy ich przed nimi chronić. Z perspektywy kultury terapeutycznej nawet miłość jest niebezpieczna, bo wymaga podjęcia ryzyka.”  Skąd takie poglądy dotyczące roli psychoterapii we współczesnym społeczeństwie?

Jedną z przyczyn takiego rozumienia roli psychoterapii może być przekonanie, że jest tylko jedna psychoterapia, że jest ona jedną całością, którą opisuje jedna ogólna teoria.  Podejść psychoterapeutycznych jest wiele i trudno uogólnić je w jednej teorii. 

Drugą przyczyną jest przekonanie o braku jakościowych różnic między procesami psychicznymi uznawanymi za zaburzone i tymi, które dotyczą większości ludzi. Chodzi o tzw. podejście dymensjonalne do zdrowia i choroby, gdzie różnice między tym co oznacza zdrowie lub chorobę jest ilościowe a nie jakościowe.

Oba te założenia są mniej lub bardziej dyskusyjne. To, co nazywamy psychoterapią, składa się z co najmniej dwóch grup jakościowo innych procedur, jednej – mającej na celu tylko i wyłącznie pomaganie ludziom, zarówno zdrowym, jak i chorym, w trudnych sytuacjach: niezadowolenia ze swojej obecnej sytuacji życiowej, braku rozmaitych ważnych umiejętności radzenia sobie, w sytuacjach przekraczających ich dotychczasowe doświadczenia  i możliwości itp., oraz drugiej – mającej na celu leczenie zaburzeń zdrowia.

Ta pierwsza procedura powinna być nazywana formą pomocy psychospołecznej (a nie psychoterapią): pomocą psychologiczną, diagnozą psychologiczną, interwencją kryzysową, różnego rodzaju treningami, coachingiem, usługami związanymi z rozwojem osobistym osób itp.  W takim przypadku Frank Furedi może mieć rację. Większość teorii psychoterapii wywodzi się z praktyki klinicznej, opartych są na obserwacjach ograniczonych populacji – ludzi, którzy mieli problemy natury psychicznej. Nie muszą one mieć zastosowania do całej populacji.

W sytuacji, kiedy psychoterapię traktujemy jako formę samorozwoju a nie leczenia,  założenia tak rozumianej psychoterapii – powszechnej niezdolności przeżywania i nie radzenia sobie z wieloma emocjami, które są typowe dla gatunku ludzkiego, są nieporozumieniem. Wynika ono z mylenia psychoterapii z innymi formami pomagania psychospołecznego. Niestety postawy niektórych terapeutów nie sprzyjają w dokonywaniu takich rozróżnień i nazywają psychoterapią wiele różnych form pomagania, które jednak de facto psychoterapią nie są.

Krytyka Franka Furediego może również wynikać z ortodoksyjnie ideologicznego nastawienia, niektórych psychoterapeutów do swojej praktyki, sztywno przywiązanych tylko do jednego podejścia teoretycznego. Większość podejść teoretycznych w gruncie rzeczy to teorie służące zrozumieniu przyczyn trudności przeżywania i funkcjonowania niektórych ludzi lub połowiczne rozważania dotyczące psychopatologii, niż samoistne teorie psychoterapii.



‹ Powrót do listy z aktualnościami